Jutro wyjeżdżam, więc dodaję nową część, bo nie jestem pewna kiedy wrócę. Mam nadzieję, że znajdą się osoby, które czytają jeszcze to opowiadanie ;).

Młody mężczyzna wszedł do poczekalni ciężko dysząc. Jego wargi wykrzywione były w przedziwny łuk jakby naśladując brwi, które wyginając się nienaturalnie stworzyły na jego czole kilka zmarszczek.
- Ależ jestem wściekły! - krzyczał wymachując rękoma - samochód rozkraczył mi się niemal na środku drogi, jakiś małolat ukradł mi portfel, więc nawet nie dotarłem do tej knajpy, a na dodatek rozładowała mi się komórka i musiałem iść na komendę pieszo! A ci policjanci? Kto zatrudnia takich skończonych kretynów? Dopiero niedawno stamtąd wyszedłem!
Kobieta przysłuchiwała się uważnie, próbując jednocześnie zwrócić jego uwagę na dwójkę mężczyzn siedzących na krzesłach. Georg nie mógł jednak zauważyć tego spod zaciśniętych ze złości powiek.
Gdy opowiedział wszystko to, co miało miejsce dzisiejszego dnia, wypuścił ze świstem powietrze i otworzył powoli oczy. Emily odchrząknęła, ruchem głowy wskazując na oniemiałych chłopaków. Odwrócił się w ich kierunku i zlustrował obydwu wzrokiem. Przełknął głośno ślinę i uszczypnął się w rękę. Nie wierzył. Miał wrażenie, że jego oczy wskazywały coś, co nie istnieje.
- Em, czy ja wyglądam jak wariat? - wychrypiał pomiędzy kolejnymi próbami przełknięcia śliny.
Kobieta poprawiła okulary i z zakłopotaniem spojrzała na stojącego tyłem do niej młodego stomatologa.
Poza tym, że masz przeraźliwie rozczochrane włosy, dziwnie zawinięty kołnierz koszuli i pytasz się mnie jak wyglądasz stojąc do mnie plecami, to nie - pomyślała, po czym odchrząknęła i zaprzeczyła cicho.
Bill wstał z krzesła i wyciągnął dłoń w kierunku Listinga
- Dobry wieczór, przyszedłem na wizytę. Kaulitz Bill - przedstawił się, uśmiechając się szeroko.
Szatyn objął go mocno i zaczął chichotać.
Czy uszy mogą być w spółce z oczami? - pomyślał, gdy oderwał się po chwili od chłopaka. Spojrzał na niego jeszcze raz i przejechał dłonią po jego krótkich blond włosach.
- To nie jest sen, prawda? Powiedz, że to mi się nie śni - wysapał nie odrywając wzroku od Kaulitza.
Ten zaśmiał się tylko i pociągnął za dłoń Gustava, zmuszając go tym samym do wstania. Schafer zamrugał powiekami, jakby obudzony z głębokiego snu.
- Przyjacielu - krzyknął, niemal rzucając się na chwiejącego się już na nogach Georga.
Szatyn podszedł do drzwi, na których widniał napis "Pomieszczenie służbowe" i nacisnął klamkę.
- Zapraszam na salony - zachichotał - Emily, zrobisz nam herbaty? Takiej, co zawsze. Ach i zamów jakąś pizzę, bo mi zaraz wszystko w środku powykręca się w ósemkę.
Sekretarka kiwnęła głową i wstała zza biurka usiłując się uśmiechnąć. Nie wiedziała co się dzieje, lecz miała świadomość, że nie wypada o to zapytać.
Ja tu tylko pracuję. Wykonuję polecenia.
***
Gustav zapukał nerwowo do drzwi gabinetu, po czym nie czekając na pozwolenie wszedł do środka. Spojrzał złowrogo na mężczyznę siedzącego za biurkiem i podszedł bliżej.
- Czy coś jest nie tak? Dlaczego tak nagle ją pan wypisuje? Może mi pan to wyjaśnić? Jeszcze niecały miesiąc temu nie było o tym mowy. Bo zarazki, bo to niebezpieczne... teraz nagle zrobiło się to bezpieczniejsze? - krzyczał, zaciskając nerwowo pięści.
- Niechże się pan uspokoi i usiądzie - nakazał lekarz wskazując na stojące krzesło - chodzi o to, że skończyliśmy jej podawać kolejną dawkę chemii. Jak pan wie następuje teraz miesięczna przerwa, w trakcie której pacjenci przyjmują jedynie chemię w tabletkach.
Gustav spojrzał poirytowany na mężczyznę. Znał to na pamięć. Nikt nie musiał mu o tym przypominać. Wiedział o tym tak dobrze, jak o tym, że przed pierwsze dwa dni po odstawieniu chemioterapii chory opada z sił, nie może chodzić. Pamiętał o zakazie jedzenia południowych owoców i wielu innych rzeczach. Mógłby uczyć tego innych.
- Od jakiegoś czasu Amanda ten okres spędzała w szpitalu, by nie narażać jej na jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Pan wie, że w ten sytuacji każda infekcja jest zagrożeniem...
- Skoro tak, to dlaczego...? Czy nie ma już dla niej nadziei?
- Do tego zmierzam. Zna pan tę chorobę od podszewki, wie, że wyniki mogą z niewiarygodnie dobrych przeistoczyć się w przerażające ot tak, bez większych powodów. Są też sytuacje, gdzie dzieje się na odwrót. Dzisiaj rano otrzymałem wyniki pana siostry. Proszę spojrzeć - doktor przysunął kartkę papieru w kierunku chłopaka - prawie tak dobre jak u zdrowego człowieka. Myślę, że w zaistniałej sytuacji może pan ją zabrać do domu. Ale w związku z tym, że pańska siostra za kilka dni będzie obchodziła swoje osiemnaste urodziny po powrocie z przepustki trafi na oddział dla dorosłych w budynku obok - mężczyzna zakończył wyjaśnienia i poczuł, że brak mu powietrza. Gustav ściskał go właśnie z taką siłą, o którą mężczyzna by go nawet nie podejrzewał.
- Dziękuję! Dziękuję panu bardzo - powiedział, gdy uwolnił lekarza ze swych objęć - i przepraszam - dodał, spoglądając na ciężko dyszącego mężczyznę.
"Do widzenia panie doktorze" - rozniosło się echem po szpitalnym korytarzu.
***
- Cześć! Tak, właśnie wyszedłem z gabinetu. Ona wychodzi, rozumiesz? Nie, tylko na przepustkę. Pewnie na miesiąc - standardowo. Jasne. Odezwę się później, pa! - blondyn szybko nacisnął czerwoną słuchawkę i schował telefon do kieszeni. Nie chciał, by dowiedziała się, z kim rozmawiał. Jeszcze nie teraz.
- Hej, hej! Gustav to gej! - zawołała radośnie dziewczyna.
Od dawna nie widział jej w tak dobrym humorze.
- A Mandy nigdy nie jest trendy! - odgryzł się, po czym oboje zaczęli chichotać. Szczery śmiech dwójki nastolatków rozniósł się po szarym, przepełnionym nieszczęściem korytarzu szpitala - jak tam? Zwarta i gotowa do drogi? - zapytał po chwili, napawając się widokiem roziskrzonych radością oczu dziewczyny.
- Tak jest! - zasalutowała i podążyła w stronę swojej sali, by zerknąć na nią ostatni raz i zabrać walizkę stojącą przy drzwiach. Rzuciła ostatnie spojrzenie w stronę łóżka, do którego od tak długiego czasu była niemal przykuta i zamknęła drzwi.
Zamknęła także pewien etap w swoim życiu.
***
- No, to welcome home! - krzyknął, otwierając drzwi. Postawił w przedpokoju walizkę i udał się do kuchni - herbaty? - zapytał, wychylając się w kierunku dziewczyny
Stała w tym samym miejscu, co chwilę temu i rozglądała się dookoła. Nie mogła uwierzyć, że jest u siebie w domu.
Była taka szczęśliwa. Radość promieniowała z każdego kawałka jej ciała.
Pewnie, gdyby zajrzeć jej do środka, to wszystkie organy tańczyłyby kankana - przeszło mu przez myśl i zaśmiał się z własnych pomysłów, wybudzając tym samym Amandę z letargu.
Jej wzrok podążył za dźwiękiem i zatrzymał się na fragmencie sylwetki Gustava.
- Pytałem, czy masz ochotę na herbatę. A może wieczorem pojedziemy na zakupy i upieczemy jakieś ciasto?
- Spokojnie, na wszystko mamy czas. Dzisiaj posiedźmy w domu - jak kiedyś. Obejrzymy jakieś filmy, może zrobimy popcorn? - dziewczyna podeszła do blondyna i pstryknęła go w nos - ale herbaty się napije bardzo chętnie - uśmiechnęła się i opadła na krzesło. Zbyt dużo wrażeń jak na jeden dzień. Zdecydowanie zbyt dużo.
Jeśli chcesz być powiadamiany o notkach - Zostaw numer Gadu-Gadu w komentarzu, lub wpisz się do Księgi Gości
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

12. "Po burzy zawsze wychodzi słońce."

czwartek, 9.kwietnia.2009, 22:16
Powracam po prawie rocznej przerwie. Myślę, że jest to zasługą tylko i wyłącznie jednej osoby. Dziękuję Ci za pomoc, a wszystkich, którzy nadal są przy tym opowiadaniu, bardzo przepraszam. Na swoje usprawiedliwienie napiszę tylko tyle, że miałam spore problemy rodzinne.
A teraz zapraszam do czytania rozdziału.


Przybliżył kubek z gorącą herbatą, tak, by słodkawa woń dotarła do jego nozdrzy, po czym delikatnie zamoczył usta w cieczy. Przymknął delikatnie powieki, kojarząc ten smak z dzieciństwem, z marzeniami, z Tokio Hotel.
- Kliknij tutaj - nakazał Bill, gorączkowo stukając palcem w ekran laptopa - no, już, klikaj!
Gustav posłusznie wykonał polecenie beznamiętnie przeglądając wyświetloną stronę. Szukali jakiegokolwiek śladu do Listingu, informacji, która wskaże im, w którym kierunku mają iść, naprowadzi ich. Bez skutku.
"G. M. H. Listing, lekarz stomatolog.
tel. ..."

- O kurwa! - zaklął głośno, niemal zrzucając leżący na jego kolanach komputer - to musi być on. To jest naprawdę on! - krzyczał, żwawo przy tym gestykulując.
Bill uśmiechnął się szeroko, zabierając zbawcze urządzenie, by przy następnym równie nagłym ataku radości nie stało mu się nic poważnego. Spisał widoczny na ekranie numer telefonu oraz adres gabinetu i wyjął z kieszeni jeansów telefon.
- Musimy tam zadzwonić i umówić się na wizytę - poinformował, starającego się opanować emocje przyjaciela, po czym wykręcił zapisany na kartce numer telefonu.
Gustav patrzył oniemiały na Kaulitza, który czekał właśnie na usłyszenie jakiejkolwiek reakcji po drugiej stronie.
- Dzień dobry, czy dodzwoniłem się do gabinetu doktora Georga Mortiza Hagena Listinga? - zapytał, wypowiadając każde słowo bardzo wyraźnie, by nie było mowy o żadnej pomyłce.
Pokiwał głową w stronę popijającego herbatę Gustava, co spowodowało wylanie się zawartości kubka na blondyna. Czarnowłosy popatrzył z niezadowoleniem na różowawe plamy na kanapie, skupiając się jednak na rozmowie telefonicznej
- Czy mam do czynienia z doświadczonym lekarzem? - zapytał, w głowie słysząc odpowiedź twierdzącą, która zniszczyłaby wszelkie nadzieje - Nie? Tak, oczywiście, nie wątpię. Wie pani, co? Chyba zaryzykuję. Proszę mnie zapisać. Jak szybko tylko się da. Tak, oczywiście, jutro mi odpowiada. Kaulitz Bill. Dziękuję pani serdecznie. Do widzenia.
***
Był środek lipca. Siedzieli we dwoje na plaży, śmiejąc się beztrosko ze wspominanych historii. Złoty piasek parzył ich ciała, co wydawało im się jednak przyjemne. Chłodny wiatr owiewał ich sylwetki, dając uczucie przyjemnego chłodu.
- Wiesz, ja chyba chciałabym z Tobą o czymś porozmawiać... - zaczęła niepewnie, jakby stąpała po cienkim lodzie. I po części taka właśnie była prawda.
- Jesteś w ciąży? - Zapytał, odwracając się w jej kierunku i z przerażeniem patrząc na jej płaski, przybrudzony piaskiem brzuch.
- Nie, Gustav - odparła i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć dokończyła swoją wypowiedź - mam białaczkę.
Przerażenie mieszało się z niedowierzaniem. Na jego ciele, mimo dokuczliwego upału nagle pojawiła się gęsia skórka, a ślina ugrzęzła w gardle.

"Du läufst und du rennst,
und du schreist, weil du denkst
du siehst nicht mehr den Sinn,
diese Welt lässt dich im Stach"*

***
Młoda kobieta siedziała za biurkiem, poprawiając nerwowo okulary raz po raz opadające na czubek jej nosa. Starała się skupić na pracy, jednak jak na złość nie miała nic do zrobienia. Czuła ich wzrok na sobie. Bezczelnie wpatrywali się w nią, jak w obrazek z niemrawymi uśmiechami na twarzach. Nienawidziła takich spojrzeń.
Odchrząknęła głośno, podnosząc na nich wzrok.
- Doktor powinien niedługo się pojawić, nie wiem co się stało. Wyszedł tylko na chwilę. Może ja spróbuję jeszcze raz do niego zadzwonić? - zapytała, spoglądając prosto na Billa.
Te jego oczy. Są takie dziwne. Jakby puste, bez cienia radości. Coś z nim jest nie tak...
- Dzwoniła pani do niego dziesiątki razy. Myślę, że to i tak nie miałoby sensu. My poczekamy, mamy dużo czasu. Myślę, że kiedyś na pewno się zjawi.
Kiwnęła jedynie głową i wróciła do wertowania notesu, w którym zapisywała pacjentów.
Oni również wrócili do poprzedniego stanu.
Tylko ta młoda kobieta nie mogła wiedzieć, że to wcale nie chodzi o nią, a o doktora, który nie wracał z popołudniowego posiłku.
***
Siedzieli na kanapie, wsłuchując się w cisy stukot kropel deszczu o parapet okienny. Amanda okryła się szczelniej beżowym kocem i wtuliła się w Gustava. Czuła zapach jego perfum, którymi spryskał się, jak co rano.
-Gustav... opowiedz mi coś - poprosiła, sadowiąc się wygodniej.
Chłopak skinął głową i wpatrując się w strugi deszczu zaczął ściszonym głosem:

Kiedyś, bardzo dawno temu, gdy jeszcze nie było na świecie ani mnie, ani ciebie, ani nawet naszych rodziców, w niewielkim miasteczku żyła sobie mała dziewczynka
- Czy taka jak ja?
- Tak, dokładnie taka - odpowiedział, delikatnie głaszcząc ją po głowie.

Ta dziewczynka była zawsze bardzo smutna. Każdego dnia chodziła na łąkę nieopodal jej domu i płakała. Z jej łez wytworzył się maleńki strumyk, który z upływem czasu stawał się coraz większy. Nikt nie znał powodu tak straszliwego cierpienia dziewczynki.
Pewnego dnia, idąc nad strumyk spotkała starszego mężczyznę. Zapytał ją, dlaczego płacze, a ta odpowiedziała mu, że z powodu swego imienia.

- To jak ona miała na imię - zapytała zaciekawiona dziewczynka, spoglądając na brata.
Blondyn przyłożył palec wskazujący do jej ust i wydał z siebie cichy syk, po czym powrócił do stworzonego przez siebie świata:

Miała na imię Sturm**. Czuła się inna. Żadna z jej koleżanek nie nazywała się w ten sposób. Mężczyzna uśmiechnął się do niej, stwierdzając, że ma niebywałe szczęście. Była przecież niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju. Zaproponował jej daleką podróż do miejsca, gdzie dostrzeże swą niezwykłość. Otarł płynące po jej twarzy łzy i podmuchem wysuszył znajdujący się obok nich strumień, tak, by raz na zawsze mogła zamknąć ten etap w swoim życiu. By zaczęła czuć się wyjątkowa, wspaniała... Chwycił jej dłoń i zabrał ze sobą do miejsca, gdzie na pozór niemożliwe staje się możliwe. Do krainy szczęśliwości, umieszczonej bardzo wysoko, nad głowami wszystkich ludzi. Od tej pory Sturm płacze tylko wtedy, gdy przypomina sobie o małym miasteczku, w którym mieszkała i o rodzicach, którzy tam zostali. Wiesz, czym jest deszcz? Są to łzy tęskniącej za domem małej dziewczynki. Małej Sturm. Jednak po burzy zawsze wychodzi słońce, a to jest oznaką, że ona jest mimo wszystko szczęśliwa. I że w końcu poznała swą wyjątkowość.

*Luttenberger*Klug - Mädchen im Regen
**Burza, nawałnica
Jeśli chcesz być powiadamiany o notkach - Zostaw numer Gadu-Gadu w komentarzu, lub wpisz się do Księgi Gości
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:



.....................................

BLOG ANTY REKLAMOWY! .....................................

DEDYKACJA

Chciałabym to opowiadanie zadedykować Antji, Hani oraz Engeel. Dziękuję Wam za wszystko!

.....................................

LICZNIK.

Było tutaj gości.

.....................................

KSIĘGA.

Zostawisz jakiś ślad po sobie? Możesz dodatkowo przejrzeć wpisy innych.

.....................................

HISTORIA.



Chcesz wiedzieć więcej? Spodobało Ci się tutaj? To dodaj mnie do swoich ulubionych!

.....................................

ROZDZIAŁY.

Prolog
Rozdział 1.
Rozdział 2.
Rozdział 3.
Rozdział 4.
Rozdział 5.
Rozdział 6.
Rozdział 7.
Rozdział 8.
Rozdział 9.
Rozdział 10.
Rozdział 11. Rozdział 12. Rozdział 13.

.....................................

NAJLEPSI.

hamletka-thwspomnienia--thsadness-of-angel
.....................................

CZYTAM.

Oceny
o-ce-ny

Blog.onet.pl
warto-marzyc

Mój Profil

Podlinkuj

2006
październik (1)
listopad (2)
grudzień (1)

2007
marzec (2)
maj (1)
czerwiec (1)
lipiec (1)
sierpien (1)

2008
styczeń (1)
czerwiec (1)
lipiec (1)
sierpien (1)

2009
kwiecień (1)
sierpien (1)

brak kategorii (16)
wszystkie (16)



.....................................

KLUBY.

th-opowiadania

.....................................

MUZYKA.



.....................................

GRAFIKA.

Szablon w każdym najmniejszym stopniu wykonany dla szablonowni, tylko i wyłącznie dla wspomnienia--th.
Uprzejmie prosi się o nie pożyczanie sobie elementów grafiki.

.....................................